Dziś niewielu zna to pojęcie, choć w średniowieczu znał je każdy, kto przeciw społeczeństwu działał.

Dziś słyszymy opinie, ukarać tego przestępcę wieloma latami więzienia zapominając iż nie wysokość kary a jej nieuchronność jest metodą zapobiegania przestępstwom. Ale niektórzy próbują przypomnieć, że w wielu drobnych przewinieniach najskuteczniejszą karą jest skazanie na prace społeczne, przykładowo na własnoręczne usunięcie skutków dokonanej dewastacji mienia społecznego. Dla niektórych skazanych to nawet graniczy z nieludzkim traktowaniem. Dziś za nieludzką karę uznamy jakże powszechnie stosowaną w całkiem niedawnej przeszłości karę klatki, czyli zamknięcia człowieka w klatce wystawionej na widok publiczny z informacją jakiego to wykroczenia względem społeczeństwa się dopuścił. Kara ta jest tak dotkliwa, że nie raz sąd nie pozwala na ujawnienie wizerunku skazanego przestępcy. 

Jedna z takich klatek w Warszawie stała w miejscu, gdzie dziś znajduje się Pomnik Kilińskiego, na Starym Mieście. Taką karę stosowano dla rzemieślników, który w swej produkcji oszukiwali na surowcach, dla przekupek, co językiem plugawym na targu się posługiwały, drobnych złodziejaszków i innych oszustów. 

Czym więc było „wyświęcenie przez kata” Było banicją, formą kary znanej człowiekowi od zarania. Wykluczeniem człowieka, który naruszał normy społecznie ze społeczeństwa. Kara ta polegała na tym, że po ogłoszeniu na rynku danego miasta win skazanego cała gawiedź pod przewodnictwem kata niosącego przed skazanym lampę wyprowadzała go poza mury miasta zakazując powrotu do miasta. Każdy z procesji wiedział iż ten człowiek w murach tego miasta pojawić się nie mógł. Niby skazany żadnej rysy na ciele nie ponosił, to jednak rysa na honorze i dotkliwość kary była bolesna. 

Jak była bolesna? Znowu zwróćmy się po naukę do matki historii. Jak mówią stare kroniki, przestępcy, mordercy skazani na śmierć rzadko płakali nad swym losem. Starali się być „charakternymi”, nie raz śmiechem komentując działania kata, albo wygłaszając pouczające mowy, „nie czyńcie tego co jak ja czyniłem”. Cel był jeden, by w pamięci potomnych pozostać jako człowiek o pewnych wartościach moralnych. Historia pamięta ostatnie słowa władców skazywanych na śmierć. Nie były to słowa prośby o łaskę. Ostracyzm społeczny, świadomość, że za swe czyny zostanie się społecznie potępionym to potężna kara.

Zmiana rządów w Polsce w wyniku wyborów parlamentarnych roku 2023 uwidoczniły pewną sprawę. Działacze pewnej partii, choć oficjalnie głosili się zbawcami Polski nieoficjalnie bali się społecznej oceny swojego działania. Pamiętamy ulicę Mickiewicza w Warszawie zastawioną radiowozami, gdy kobiety w manifestacji chciały Jarosławowi Kaczyńskiemu wyjaśnić swoje racje w sprawie prawa aborcyjnego. Po zmianie rządu nagle okazało się ilu to polityków z powodów wątpliwych społecznie korzysta z opłacanej przez społeczeństwo ochrony służb ochrony państwa. Zwykłemu posłowi nie przysługuje ochrona państwa, a jednak Jarosław Kaczyński z takiej ochrony korzystał. Po nadejściu nowej kadencji sejmu okazało się, że dla tej osoby ochrona Straży Marszałkowskiej na terenie sejmu nie była wystarczająca, potrzebuje osobistą. Tak wielki jego jest strach przed oceną osób, które mają pozwolenie na przebywanie w Sejmie. Podobną sytuację mieliśmy z „kłamcą smoleńskim”, Antonim M. który będąc tylko zwykłym posłem, przewodniczącym komisji, która więcej szkód niż pożytku przyniosła również korzystał z osobistej ochrony służb ochrony państwa. 

Dziś Krystyna Pawłowicz skarży się na obniżenie swego bezpieczeństwa na skutek odebrania jej ochrony SOP. Motywuje to tym, że boi się wyjść na ulicę, bo ludzie wygłaszają względem jej działalności nieprzychylne komentarze, a nawet plują jej pod nogi. Ale czy ten czyn jest prawnie zabroniony? Zwykle ludzie się tak nie zachowują, ale jeśli już, to z pewnością musi być ku temu jakiś powód. Choć nie uznajemy takiego czynu za kulturalny, jest on wyraźną oceną działalności pani Pawłowicz. Czy tylko w taki sposób oceniana jest działalność tej pani? Ostatnio, gdy pod przewodnictwem tej pani debatowano o niezgodność z konstytucją jednej z masowo wysyłanych do TK ustaw, dlatego iż w ich uchwaleniu nie brało udziału dwóch przestępców, poseł Paweł Śliż opuścił salę Trybunału Konstytucyjno oświadczając „dalsza obecność legitymowałaby coś, z czym się fundamentalnie nie zgadza jako przedstawiciel Sejmu, poseł i obywatel”. W ramach przymuszenia Pawłowicz nałożyła na posła karę grzywny. Czy poseł ten był tam z przymusu? Czy swoim gestem nie miał prawa zaprotestować przed farsą, jaką stał się Trybunał Przyłębskiej? Jarosław Kaczyński lubi otaczać się miernymi ale wiernymi i takimi osobami obsadzał najwyższe stanowiska w kraju. By zaprotestować, Polak i obywatel aż takich możliwości nie ma, stąd w inny sposób wyraża swój sprzeciw.

Osobiście nie akceptuję czynów na granicy prawa i kultury. Nie akceptowałem użycia gaśnicy przez posła Grzegorza Brauna, choć jego motywy popierałem. Gdybym ja miał okazję spotkać się z tą panią twarzą w twarz, przekazał bym jej informację. Odejdź kobieto w niesławie na emeryturę i nie czyń Polsce więcej szkód”. Ale to tylko moje zdanie, do jakiego każdy z nas ma prawo. Państwo nie powinno chronić polityków przed oceną społeczną, niech sami ponoszą konsekwencje swej działalności. 

Ostracyzm, względem osób, które szkodzą społeczeństwu jest odwiecznym prawem społeczności. Ale to prawo kończy się wtedy, gdy prowadzi do nienawiści, kłamstwa i czynów zabronionych.

Mówiąc o wartościach moralnych pani Pawłowicz jako ciekawostkę można podać fakt, że Krystyna Pawłowicz prowadząc szeroką działalność w mediach społecznościowych banuje posłów,. którzy mają zdanie odmienne od niej. Banem względem adwersarzy, w kulturalnej dyskusji posługuje się tylko ten, co inaczej nie potrafi obronić swych tez, a to najniższy gatunek uczestników dyskusji. Utyskiwanie na brak ochrony państwa przed osobami, co jej twarzą w twarz mówią kim jest, jest też formą próby banowania tych, co jej prawdę w twarz mówią.